MINI Cooper SE – czy elektryczne MINI zachowało gokartowy charakter?

4 października, 2020 12:41 pm

Czasy się zmieniają, ale pewne rzeczy pozostają takie same. No dobra, prawie takie same. Tak właśnie jest z MINI Cooperem SE – pierwszym w pełni elektrycznym MINI.

Tego auta miało tak naprawdę nie być.

Gdy debiutowała aktualna generacja MINI, nikt nie zakładał że jedną z wersji silnikowych będzie auto elektryczne. Jednak jest! Układ napędowy wzięty z BMW i3s został opakowany w klasyczne kształty legendarnego MINI i na pierwszy rzut oka wersja elektryczna z zewnątrz to niemal ten sam samochód, który fani marki znają od 2014 roku. Coopera SE rozpoznamy po detalach takich jak brak rury wydechowej, znaczki MINI Electric, żółte lusterka, dedykowany projekt felg oraz zmieniony grill. Klapka wlewu paliwa pozostała w niezmienionym miejscu, ale nie rzuca się już w oczy chromowanym deklem. Element ten jest w wersji elektrycznej malowany pod kolor nadwozia i co oczywiste kryje tylko gniazdo do ładowania. Niezmienione w stosunku do spalinowych wersji MINI zostały tylne światła w technologii LED z wkomponowanym Union Jackiem oraz wlot powietrza na masce. To co, osobiście mnie zaskoczyło to emblemat modelu, który wskazuje wersję Cooper S. Zaginęła literka E.

Więcej zmian odnajdziemy we wnętrzu.

Największą różnicą jest nowy zestaw wskaźników za kierownicą. Do jego czytelności trudno mieć uwagi. Podobnie jak w hybrydowym Countrymanie starter ma kolor limonkowy. Złego słowa nie da się też powiedzieć o jakości materiałów i ich spasowaniu. Obsługa pokładowego systemu inforozrywki jest intuicyjna i bezproblemowa. Pozycja za kierownicą wzorowa, ilość miejsca w pierwszym rzędzie bez zastrzeżeń. Fotele ujmują zakresem regulacji oraz wygodą, a także dobrym podparciem bocznym w zakrętach. Ale o tym za chwilę. Tylna kanapa – jest, i to w zasadzie tyle, co można o niej powiedzieć. Oferuje tak naprawdę dwa miejsca, na których posadziłbym co najwyżej dzieci. I to takie, które potrafią same zapiąć się w foteliku lub go nie potrzebują. Zajęcie miejsc w tylnym rzędzie wymaga dobrego wygimnastykowania a ilość miejsca jest na tyle znikoma, że lepiej nie proponować znajomym podróży w czwórkę, chyba, że dotyczy naprawdę awaryjnych sytuacji. Lepiej od razu potraktować tył MINI jako potencjalną możliwość powiększenia bagażnika. Ten na szczęście nie ucierpiał mocno na zelektryfikowaniu MINI Hatch. Czyli dwie osoby spakują się bez problemu, pod warunkiem że nie robią właśnie zakupów w markecie budowlanym lub meblowym.

Zachowanie na drodze i osiągi

Jednak dużo ważniejsze niż funkcjonalność, pojemność bagażnika i ilość schowków w przypadku MINI jest zachowanie na drodze i osiągi. Cooper SE na tym polu nie rozczarowuje. Co prawda potrzebuje pół sekundy więcej niż Cooper S na osiągnięcie 100 km/h, jednak poza naprawdę ostrą jazdą po torze nie zauważymy różnicy. MINI Electric punktuje za to liniowym przyrostem mocy oraz imponującą siłą napędową niezależnie od prędkości. Precyzja prowadzenia, praca zawieszenia jest dokładnie taka jak sloganowa gokartowa frajda z jazdy. Tutaj rodzaj napędu nie zmienia nic. Do wyboru mamy 4 tryby jazdy: Green i Green+ dla zdecydowanych zwolenników jazdy eko, Normal oraz Sport dla osób, które lubią poszaleć. Już w trybie Normal osiągi są więcej niż wystarczające, jednak prawdziwa zabawa zaczyna się po przełączeniu trybu na Sport. Wtedy czujemy się jak w „prawdziwym” MINI, uśmiech nie schodzi z twarzy, każdy zakręt traktujemy jakby był ostatnim przed linią mety w trakcie wyścigu. Jedyne czego brakuje to dźwięk silnika. Poza wyborem trybu jazdy możemy tez zdecydować o sile rekuperacji. Wybór łagodniejszego trybu odzysku energii sprawia, ze nie musimy nic zmieniać ze swoich dotychczasowych przyzwyczajeń w jeździe. Agresywniejszy tryb wymaga przyzwyczajenia, gdyż tutaj każde ostrzejsze cofnięcie nogi z pedału jazdy powoduje zapalenie się świateł stopu oraz odczuwalną zmianę prędkości. Wraz z pokonanymi kilometrami powoli da się opanować taki sposób operowania gazem by w zasadzie zapomnieć o istnieniu pedału hamulca. MINI Electric osiąga maksymalnie 150 km/h, a realny zasięg to nieco ponad 200 kilometrów. Nie oszukujmy się, MINI Electric to nie jest auto stworzone do wakacyjnych podróży. Zasięg bez problemu wystarczy do przemieszczania się po mieście. Gdybyśmy jednak chcieli wybrać się gdzieś dalej to na uznanie zasługuje czas ładowania. W przypadku korzystania z szybkich ładowarek wystarczy 30 minut, aby akumulatory Coopera SE były naładowane w 60%. I gokartowa frajda z jazdy może trwać nadal. Nawigacja sprawnie wyszukuje w punkty ładowania w pobliżu, co bardzo ułatwia zaplanowanie podróży – fajna rzecz.

MINI Electric jest jak każde inne MINI – zadziorne i charakterne.

Jednocześnie też zupełnie odmienne z racji napędu. Na szczęście nie zmienił on bardzo pozytywnego odbiór tego auta przeze mnie. Dalej jest to takie samo auto jakie kocha każdy fan marki. Tyle tylko, ze bardziej eko. Konkurencja w tej cenie oferuje bardziej praktyczne auto? Tak, ale żaden inny elektryk nie ma tyle charyzmy i nie daje takiej frajdy z jazdy.

A czy do Ciebie przemawia elektryczne MINI?

Daj nam znać w komentarzu czy wolisz MINI w tradycyjnym wydaniu czy chcesz być EKO w tradycyjnym wydaniu.

Artykuł przygotowany przy współpracy z 4kolkaszczescia.pl




Tagi: , , ,

Kategorie:

Sprawdź również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *